Wniosek oparty na ocenach wywiadowczych
Ten tekst nie jest deklaracją polityczną ani emocjonalną reakcją. To chłodny, trzeźwy wniosek oparty na publicznie dostępnych ocenach wywiadowczych, który już dziś powinni usłyszeć decydenci na Litwie i w całym regionie bałtyckim.
Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, Kyrylo Budanov, publicznie i jednoznacznie powiedział to, o czym dotąd wielu mówiło półgłosem: Rosja skraca horyzont przygotowań do potencjalnej agresji przeciwko państwom bałtyckim. O ile wcześniej planowanie w Moskwie opierało się na perspektywie roku 2030, dziś coraz częściej wskazuje się rok 2027.
Nie jest to „wyciek” informacji. To celowo upublicznione ostrzeżenie. Oznacza to jedno: strategiczny zegar tyka już nie latami, lecz miesiącami.
Dlaczego słowa Budanowa są tak istotne
Budanow nie jest politykiem ani komentatorem. Opiera się na realnych dokumentach planistycznych, doktrynach i praktyce Federacji Rosyjskiej. Jego przekaz jest prosty: Kreml skraca terminy, gdy dostrzega słabość albo pojawiającą się szansę.
Czy państwa bałtyckie wciąż mają czas?
Do niedawna wewnętrzna logika rosyjskich struktur bezpieczeństwa była następująca: państwa bałtyckie mają „czas” do 2030 roku, ponieważ ich przygotowania są fragmentaryczne, a proces decyzyjny powolny. Ta logika właśnie się rozpada.
Moskwa widzi, że państwa bałtyckie dysponują możliwościami technicznymi, finansowymi i politycznymi, by przygotować się znacznie szybciej. I paradoksalnie to właśnie ten moment jest najbardziej niebezpieczny. Historycznie Rosja atakuje nie wtedy, gdy przeciwnik jest już silny, lecz wtedy, gdy dopiero zaczyna się wzmacniać.
Największym zagrożeniem nie są dziś czołgi. Jest nim zwlekanie.
Wojna już trwa — systemowo
Trzeba to powiedzieć jasno: wojna Rosji przeciwko Litwie już trwa. Nie w wymiarze kinetycznym, lecz systemowym.
Przejawia się ona w opóźnianiu projektów obronnych, niekończącej się „proceduralnej” biurokracji, sztucznie tworzonych strefach niepewności prawnej, kampaniach dyskredytujących przemysł obronny oraz presji ukrytej pod hasłem „przejrzystości”, która w praktyce prowadzi do paraliżu.
To klasyczna logika wojny hybrydowej: jeśli nie możesz czegoś zakazać — spowolnij; jeśli nie możesz zatrzymać — spraw, by proces stał się tak kosztowny i długotrwały, że państwo samo się wyczerpie.
Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi: „czy przeznaczamy wystarczająco dużo pieniędzy?”. Kluczowe pytanie brzmi: czy te pieniądze zamieniają się w broń na czas?
Rok 2026 — ostatnia granica
Jeżeli do końca 2026 roku:
nie będą realnie funkcjonować zdolności produkcji amunicji,
systemy obrony powietrznej i przeciwdronowej nie zostaną wdrożone na masową skalę,
nie powstaną realne zapasy na poziomie brygad,
a przemysł obronny nie zostanie zabezpieczony przed hybrydowym sabotażem,
wówczas w 2027 roku nie będziemy prowadzić „nowoczesnej” wojny. Będziemy walczyć tym, co pozostało w magazynach.
Wtedy wszystkie narracje o „planach NATO” staną się drugorzędne — bo pierwsze tygodnie wojny zawsze spadają na tych, którzy są na miejscu.
Dlaczego sama obrona nie wystarcza
Tu tkwi fundamentalny błąd, który musimy naprawić: sama obrona nie tworzy odstraszania.
Okopy, pola minowe, drony i obrona przeciwlotnicza są konieczne, ale niewystarczające. Bez ofensywnych środków rażenia (deep fires) — zdolności do dalekosiężnych uderzeń niszczących logistykę przeciwnika, rezerwy i stanowiska dowodzenia jeszcze zanim dotrą do naszego terytorium — państwo pozostaje pasywne i z czasem się wyczerpuje.
Kiedy odstraszanie naprawdę działa?
Odstraszanie działa tylko wtedy, gdy agresor wie, że atak nie tylko zostanie zatrzymany, lecz także odepchnięty.
Obrona + kontruderzenie = bezpieczeństwo
Sama obrona = porażka w czasie
Dlaczego to kluczowe dla sojuszników — i Ukrainy
Jest jeszcze jeden aspekt, często pomijany, lecz decydujący: sojusznicy podejmują decyzje w oparciu o ocenę ryzyka.
Państwa takie jak Ukraina udzielają wsparcia nie z emocji, lecz na podstawie tego, czy lokalny opór posiada realny potencjał kontruderzenia. Nikt nie podejmie działań, jeśli uzna je za samobójczy krok w już przegranej sytuacji.
Dlatego zdolności ofensywne nie są narzędziem eskalacji, lecz katalizatorem solidarności. Dają sojusznikom pewność, że ich pomoc będzie skuteczna, a nie bezsensowną ofiarą.
Dopiero gdy osiągniemy poziom, na którym potrafimy nie tylko utrzymać linię, lecz także przejąć inicjatywę, pojawia się realna przestrzeń do działań sojuszniczych.
Co należy zrobić teraz — bez kompromisów
Po pierwsze, przemysł obronny musi zostać uznany za strategiczny sektor bezpieczeństwa narodowego, objęty wyjątkowymi procedurami — nie „ułatwieniami”, lecz realnymi wyłączeniami.
Po drugie, projekty związane z amunicją, dronami, obroną powietrzną, materiałami wybuchowymi, naprawą i odbudową muszą być oceniane według logiki czasu wojny, a nie przez pryzmat procedur przetargowych.
Po trzecie, biurokrację należy traktować jak zagrożenie: opóźnianie decyzji musi wiązać się z jasną osobistą odpowiedzialnością za stracony czas.
Po czwarte, przemysł obronny musi być aktywnie chroniony przed atakami informacyjnymi i prawnymi — to kwestia kontrwywiadu, a nie „klimatu biznesowego”.
Po piąte, należy zapewnić pełną integrację zdolności deep fires (C2, ISR, logistyka, zapasy) z obroną powietrzną i systemami przeciwdziałania BSP — jako jednego, spójnego systemu.
Na zakończenie — niewygodna, lecz konieczna prawda
Czy Vladimir Putin może postawić stopę w państwach bałtyckich?
Nie zrobi tego wtedy, gdy zobaczy nie obietnice, lecz światła w fabrykach, magazyny pełne zapasów i armię zdolną walczyć dziś — a nie za pięć lat.
Jeśli jednak dziś „odłożymy to na później”, „poczekamy”, „jeszcze się naradzimy”, obudzimy się w innej rzeczywistości — nie metaforycznie, lecz dosłownie. Historia już to znała. I nie nazywało się to „niepodległa Litwa”.
Nie ma już czasu na sen.
Pozostaje tylko jedno pytanie: czy obudzimy się teraz — czy zostaniemy obudzeni później, już w zupełnie innym systemie.
Gdy ostrzeżenia płyną z różnych kierunków
Dziś dzielę się również osobistym przesłaniem, które otrzymałem od mojego wieloletniego partnera w Ukrainie — bliskiego przyjaciela i dowódcy batalionu. To nie jest tekst polityczny ani próba straszenia. To głos człowieka, który żyje w warunkach wojny, skierowany do Litwy.
Działajcie teraz. Jednoczcie się dziś. Razem jesteśmy w stanie odeprzeć każde zagrożenie.
To nie jest wezwanie do paniki. To wezwanie do jedności i działania we właściwym czasie. Wojny często zaczynają się nie wtedy, gdy wszystko jest idealnie przygotowane, lecz wtedy, gdy agresor dostrzega zwłokę, podziały i brak wiary w siebie.
Czas jeszcze mamy.
Ale nie wolno nam go już marnować.
Dalius Andriukaitis

